Debata na Wall Street po IPO SpaceX: czy boom na AI jest bańką, czy raczej racjonalną odpowiedzią na popyt?
12 czerwca SpaceX(NASDAQ: SPCX) zakończył największą w historii ofertę publiczną (IPO), pozyskując około 75 mld USD przy wycenie około 1,75 bln USD. To oznacza, że skala debiutu przekroczyła ponad dwukrotnie największy dotąd rekord w historii rynku. Po zamknięciu sesji kurs wzrósł o 19%, a wartość firmy zajmującej się rakietami i satelitami przekroczyła 2 bln USD.
Debiut SpaceX przypadł na okres intensywnych wydatków na sztuczną inteligencję (AI), które w ostatnich miesiącach przybrały bezprecedensową skalę. Już same cztery największe firmy technologiczne planują w tym roku wydać około 725 mld USD na nakłady inwestycyjne (CAPEX), z czego duża część ma trafić na centra danych oraz układy scalone. Oznacza to wzrost o około 77% rok do roku.
Część inwestorów interpretuje tak rekordowe IPO jako sygnał „rozgrzania” rynku, czyli entuzjazmu pojawiającego się blisko szczytów. Inni widzą w nim raczej chłodną kalkulację: zapotrzebowanie na moce obliczeniowe i usługi pozostaje w dużej mierze niezaspokojone.
Scenariusz „niedźwiedzi”
Niekiedy masowe, kosztowne debiuty spółek, które jeszcze nie osiągają stabilnej rentowności, pojawiały się w pobliżu szczytów giełdowych. Także w przypadku SpaceX inwestorzy wskazują na wycenę i wyniki.
Firma wyceniła ofertę na poziomie ponad 90 razy przychody za 2025 r., jednocześnie notując stratę netto w wysokości 4,9 mld USD za rok. Duża część tej straty ma być związana z jednostką AI – wcześniej funkcjonującą pod marką xAI – którą Elon Musk włączył do spółki.
Mimo tych argumentów popyt na IPO okazał się bardzo silny: oferta została kilkukrotnie nadsubskrybowana. Według doniesień sami inwestorzy detaliczni złożyli zamówienia opiewające łącznie na ponad 70 mld USD.
Również tło rynkowe ma wyglądać na napięte. Wskaźnik cyklicznie skorygowanej ceny do zysków (CAPE) dla S&P 500 znajduje się w okolicach 40, czyli na poziomie osiąganym wcześniej tylko raz – w czasie bańki dot-com.
Kolejny element „bear case” dotyczy wydatków. Czterej najwięksi gracze w obszarze AI (Amazon, Microsoft, Alphabet oraz Meta Platforms) wydają tak dużo, że ich wolne przepływy pieniężne (free cash flow) wyraźnie spadają.
W przypadku Amazonu trailing free cash flow spadło o około 95% do 1,2 mld USD. Prognozowane na 2026 r. CAPEX na poziomie około 200 mld USD ma wyprzedzać operacyjny cash flow, co może oznaczać, że wolne przepływy pieniężne w całym roku wejdą na terytorium ujemne. Aby finansować budowę, grupa w większym stopniu korzysta z rynku obligacji, a Alphabet ogłosił już dużą emisję akcji na 85 mld USD.
Jednocześnie „bear case” wskazuje, że na konkretną wypłatę z tych inwestycji trudno jeszcze wskazać. Przytaczane badanie MIT szacuje, że około 95% pilotaży z generatywną AI w firmach nie przełożyło się dotąd na mierzalny zwrot. Z kolei w najnowszym globalnym badaniu PwC 56% CEO oceniło, że na razie uzyskuje z działań AI praktycznie nic.
Scenariusz „byków”
„Druga strona” argumentu zaczyna się od prostego wniosku: popyt jest wyjątkowy. Sundar Pichai, CEO Alphabet, podczas calla z wynikami za I kwartał 2026 r. stwierdził, że firma jest ograniczona dostępnością mocy obliczeniowych w krótkim terminie i że jej przychody z chmury byłyby wyższe, gdyby udało się zaspokoić zgłaszane zapotrzebowanie.
W praktyce przekłada się to na sytuację, w której Alphabet może tracić potencjalne przychody, bo nie jest w stanie szybko zwiększyć mocy produkcyjnych. Google Cloud w I kwartale 2026 r. miał rosnąć o 63% rok do roku, a backlog (czyli zakontraktowana działalność, której firma jeszcze nie dostarczyła) niemal podwoił się kwartalnie i wyniósł ponad 460 mld USD.
Pozostali liderzy usług chmurowych również pokazują dynamiczną dynamikę. AWS Amazona przyspiesza: wzrost sekwencyjny ma prowadzić do tempa 28% w ujęciu rok do roku.
„Byki” zwracają też uwagę, że taki scenariusz inwestycyjny pojawiał się już wcześniej. Te same wydatki na chmurę i centra danych, które dawniej krytykowano jako pochopne, ostatecznie stały się dochodowymi biznesami. W tej interpretacji wcześniejsze inwestowanie wyprzedzające popyt bywa sposobem na wygranie kolejnego cyklu technologicznego, a Goldman Sachs zakłada, że wydatki związane z AI mogą zmierzać w kierunku 1,6 bln USD rocznie do 2031 r.
Co to oznacza dla inwestorów?
Obie strony dyskusji mają swoje mocne argumenty. Skeptycy trafnie wskazują, że wyceny są wysokie, a rynek wciąż czeka na skalę zysków, która mogłaby uzasadnić tak niespotykane tempo wydatków. Optymiści z kolei trafnie podkreślają stronę popytową: backlog jest ogromny i wygląda na to, że wciąż rośnie.
W tej chwili, jak ocenia się w rozmowach rynkowych, nie da się jeszcze jednoznacznie rozstrzygnąć sporu. O tym, która interpretacja okaże się bliższa prawdy, zadecyduje kluczowe pytanie: czy ostatecznie te miliardy wydane na moce i infrastrukturę przełożą się na zyski w skali wystarczającej, by uzasadnić cały cykl.
Wśród kwestii, które inwestorzy biorą pod uwagę, pojawia się także podejście polegające na budowaniu ekspozycji na obszary mogące korzystać, jeśli boom na AI potrwa dłużej, niż zakłada część rynku, oraz na zachowaniu bardziej ostrożnego profilu wycen w portfelu. Takie podejście ma obejmować również sektory, które mogą okazać się bardziej odporne w razie korekty w wydatkach na AI.
Przed podjęciem decyzji o zakupie akcji Alphabet inwestorzy często sprawdzają też bieżące rekomendacje zespołów analitycznych. W 2026 r. zidentyfikowano m.in. listę 10 najlepszych spółek do zakupu, przy czym Alphabet nie znalazł się w tym zestawieniu. W materiałach promocyjnych przypominane są też wcześniejsze momenty, gdy Netflix (17 grudnia 2004) oraz Nvidia (15 kwietnia 2005) trafiały na podobne listy.
Na poziomie komunikatów spółek i rynku najważniejsze pozostaje jednak to, czy firmy inwestujące w AI będą w stanie w kolejnych kwartałach pokazać zyskowność, która odpowie na skalę ponoszonych kosztów.
Źródło: nasdaq.com
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.