Stellantis ma większe problemy gwarancyjne niż Ford, ale plan naprawczy wciąż daje przestrzeń do wzrostu
Stellantis, General Motors i Ford — mimo wielu podobieństw w branży — od lat notują zupełnie różne zachowania na giełdzie. W ostatnich trzech latach kurs GM wzrósł o 124%, Ford utrzymał się niemal bez zmian (ok. +4%), a notowania Stellantis spadły o blisko 60%.
Taki wynik inwestorzy wiążą przede wszystkim z kosztami jakości i gwarancji. W 2025 roku Stellantis miał w USA drugi najwyższy wolumen recall. Wypadł słabiej niż Ford, który prowadził w branży pod względem liczby wezwań do serwisu — ale jednocześnie były one dla Forda wyraźnie mniej kosztowne.
Reklamacje i rachunek za gwarancje
W 2025 roku Ford odnotował w USA 153 przypadki recall w ujęciu wolumenowym. Stellantis zebrał 53 — to drugi najwyższy wynik w kraju, ale nadal mniej niż rywal z tego samego rynku.
Kluczowa różnica, na którą zwracają uwagę obserwatorzy rynku, dotyczy sposobu obsługi wezwań. Około 80% recall Forda miało zostać rozwiązanych przez aktualizacje oprogramowania „over-the-air” (bez tradycyjnych wizyt w serwisie, napraw, części i kosztów robocizny). Mimo rekordowej liczby wezwań, Ford obniżył w ujęciu rok do roku koszty roszczeń gwarancyjnych.
W przypadku Stellantis skala bardziej kosztownych recall przełożyła się na wyraźnie wyższe wydatki gwarancyjne. W 2025 roku koszty gwarancyjne spółki osiągnęły 7,4 mld USD. Ford, mimo większej liczby recall, miał w tym samym roku 5,73 mld USD roszczeń gwarancyjnych — to poprawa względem 2024 roku.
Gdy porówna się koszty do przychodów, obraz nadal pozostaje na niekorzyść Stellantis. Wskaźnik kosztów gwarancyjnych do przychodów wyniósł u Stellantis około 4,4%, podczas gdy historyczna norma dla branży to 2–3%. Dla Forda relacja w 2025 roku to około 3,1%. Choć to lepiej niż u Stellantis, Ford także ma trend wzrostowy w ostatnich latach — wraz z większym naciskiem na jakość i obsługę klienta, co przekłada się na wyższą liczbę recall.
Spółka twierdzi, że według wewnętrznych mierników w ostatnim czasie produkuje pojazdy o lepszej jakości, ale pełny efekt tych zmian wymaga czasu. Część problemów dotyczy bowiem starszych modeli.
Gdzie upatrywać poprawy: plan wart 70 mld USD
Mimo wyzwań w obszarze jakości, dla inwestorów pozostaje potencjał, bo Stellantis realizuje szeroki program naprawczy. Spółka przeznacza na przegląd oferty 70 mld USD, zakładając poprawę jakości nowych projektów, odzyskiwanie utraconego udziału w rynku, a także poprawę marż i rentowności.
Szczególnie ważna jest logika planu dla Ameryki Północnej, gdzie jakość i koszty gwarancyjne najmocniej uderzają w wyniki. Z zapowiadanych 42 mld USD przeznaczonych na produkty i marki około 60% ma trafić właśnie do regionu Ameryki Północnej.
Założenie jest proste: „Get the product right” — czyli dopracować produkt pod właściwy rynek, właściwe pozycjonowanie marki i właściwe segmenty, a następnie wykorzystać ekspansję i wzrost do odbudowy lojalności klientów.
W perspektywie do 2030 roku marki Stellantis w Ameryce Północnej — Jeep, Ram, Chrysler i Dodge — mają wprowadzić łącznie 11 całkowicie nowych modeli. Spółka planuje, że pozwoli to zwiększyć wolumen sprzedaży w regionie o 35%.
Dla rynku oznacza to, że jedną z kluczowych rzeczy do dowiezienia w krótszym i średnim terminie jest właśnie jakość — tak, aby obniżać koszty gwarancyjne. Jeśli Stellantis utrafi w jakość wraz z kolejnymi premierami, może odzyskać nie tylko udział w rynku, ale też realnie poprawić dolną część rachunku — wyniki finansowe.
Źródło: nasdaq.com
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.