Przejdź do treści
PulsRynku

Newsom atakuje Elona Muska po wejściu do grona „trillionaire’ów”. Krytycy przypominają o jego majątku

Redakcja Puls Rynku · 17 czerwca 2026 13:15

Gubernator Kalifornii Gavin Newsom wykorzystał wejście Elona Muska do grona osób o majątku przekraczającym 1 bln USD, by zwrócić uwagę na pogłębiającą się w USA nierównowagę majątkową. Na platformie X napisał, że „Amerykanie mają problem z opłacaniem zakupów spożywczych i benzyny, podczas gdy Elon Musk zostaje TRILLIONAIRE’M” i dodał, że gdy „rząd federalny jest na sprzedaż, bogaci bogacą się dalej, a reszta ponosi straty”, bo „system jest ustawiony pod nich”.

Wpis pojawił się wkrótce po głośnym debiucie giełdowym SpaceX, który dopchnął majątek Muska do 1,4 bln USD, czyniąc go pierwszą osobą na świecie z takim wynikiem. Wydarzenie szybko stało się tematem sporu politycznego — szczególnie wśród Demokratów, którzy traktowali fortunę Muska jako symbol narastających nierówności.

Równolegle na Newsoma spadły oskarżenia o hipokryzję. Polityk nie uchodzi bowiem za osobę znajdującą się w trudnej sytuacji finansowej. Rozbudował majątek dzięki interesom biznesowym powiązanym m.in. z winnicami, restauracjami i przedsięwzięciami z branży gościnności, a szacunki jego majątku sięgają ok. 30 mln USD. W 2024 r. jego rodzina kupiła też dom o wartości 9 mln USD w hrabstwie Marin w Kalifornii — nieruchomość ma sześć sypialni, okna sięgające od podłogi do sufitu oraz obejmuje m.in. basen i spa.

Te informacje podchwycili krytycy. Na X opublikowano m.in. zrzut ekranu z napisem „Gavin Newsom Net Worth $30 Million” z komentarzem „Spread the wealth”. Post miał 18 000 polubień (stan na 16 czerwca 2026). W innym wpisie pojawił się nagłówek o tym, że rodzina Newsoma kupiła „pałac” w eleganckiej części Marin, z dopiskiem „Sell your compound then” — ten wpis przekroczył 10 000 polubień (także stan na 16 czerwca 2026).

Jednocześnie argument Newsoma, że rośnie presja na zwykłe gospodarstwa domowe, nie jest całkowicie oderwany od realiów. Ceny żywności w USA wciąż pozostają wysokie: według amerykańskiego Biura Statystyki Pracy (BLS) ceny żywności i napojów spożywanych w domu wzrosły o 32% od początku 2020 r. W przypadku paliwa skala szoku była jeszcze większa — indeks benzyny skoczył o 40,5% w ciągu zaledwie ostatnich 12 miesięcy.

Politycy często przerzucają winę między sobą, ale tło gospodarcze jest trudniejsze do zignorowania. W dłuższej perspektywie inflacja stopniowo zjada siłę nabywczą dolara niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Na przykład według „Inflation Calculator” przygotowanego przez Federal Reserve Bank of Minneapolis 100 USD w 2026 r. ma siłę nabywczą odpowiadającą jedynie 11,74 USD z 1970 r.

Newsom’s wpis i późniejsza reakcja pokazują więc szerszą lekcję: osoby zamożniejsze — czy to technolodzy, politycy, czy właściciele firm — zwykle budują i utrzymują majątek poprzez posiadanie aktywów. Chodzi o firmy, nieruchomości i tzw. twarde aktywa. W środowisku, w którym codzienne koszty rosną, część komentatorów zachęca, by zwykli Amerykanie myśleli o finansach w podobnym kierunku — bardziej jak właściciele niż wyłącznie konsumenci.

W tym kontekście wskazuje się kilka sposobów „odpowiedzi” na presję kosztów.

Własna nieruchomość — bez konieczności mieszkania w „mansion”

Nieruchomości od dawna są jedną z klasycznych dróg budowania majątku. Wskazywany jest argument, że majątek Newsoma nie opiera się wyłącznie na pensji polityka, lecz także na biznesie i własności. Nawet jeśli większość osób nie kupuje nieruchomości za kilka milionów dolarów w Marin, to sam mechanizm ma pozostać podobny: nieruchomość jest materialnym aktywem, może generować dochód, a w czasie bywa, że rośnie wraz z inflacją, ograniczoną podażą i rosnącymi kosztami odtworzenia.

Zwraca się też uwagę, że sam Elon Musk wypowiadał się o potencjale nieruchomości w okresach inflacyjnych. W rozmowie na X z marca 2022 dotyczącej inflacji stwierdził, że „z ogólnej zasady” lepiej jest posiadać fizyczne dobra, takie jak dom, lub akcje firm, które wytwarzają produkty, niż trzymać dolary, gdy inflacja jest wysoka.

Gdy inflacja rośnie, ceny nieruchomości często podążają w górę — odzwierciedlając wyższe koszty materiałów, pracy i ziemi. Jednocześnie dochody z najmu również zwykle rosną, bo czynsze częściej reagują na inflację. To ma tworzyć przestrzeń do inwestycyjnej „okazji”.

Jednocześnie bezpośredni zakup nieruchomości pod wynajem bywa trudny: ceny mieszkań pozostają wysokie, a wyższe stopy procentowe sprawiają, że finansowanie hipoteczne staje się droższe. Dochodzi też ryzyko i czasochłonność związana z byciem wynajmującym — obsługa najemców, bieżące naprawy i utrzymanie nieruchomości potrafią szybko zjadać czas i zwroty.

Wskazywana jest jednak alternatywa: inwestycje w nieruchomości bez konieczności samodzielnego zakupu całej nieruchomości. Przykładem mają być platformy oferujące ekspozycję na ten rynek w modelu ułamkowej własności, pozwalające zarabiać na dochodach z najmu. W takim rozwiązaniu przedstawiane są m.in. miesięczne przychody z najmu, wzrost wartości w czasie oraz korzyści podatkowe, bez potrzeby wpłacania wysokiego wkładu i bez ręcznych kontaktów z lokatorami.

W opisywanym mechanizmie wskazuje się, że zespół wybiera najlepsze oferty — rzekomo topowe 1% domów pod najem — i że minimalna stopa zwrotu ma wynosić co najmniej 12% nawet w scenariuszach pogorszenia. Deklarowana średnia roczna wewnętrzna stopa zwrotu (IRR) ma sięgać 18,8%. Oferty mają sprzedawać się często w czasie krótszym niż trzy godziny, a typowe kwoty inwestycji to 15 000–40 000 USD na jedną nieruchomość.

Dywersyfikacja w nieruchomościach przez inne modele

Alternatywą ma być również Lightstone DIRECT — rozwiązanie przeznaczone dla inwestorów spełniających kryteria „accredited”, które daje dostęp do transakcji na rynku multi-family (wielorodzinne) i przemysłowym. W tym modelu inwestorzy mają otrzymywać możliwość wejścia w pojedyncze aktywa, a próg wejścia w opisywanym zakresie zaczyna się od 100 000 USD.

„Własność” firm, które budują przyszłość

W tle pozostaje też główna idea: Musk nie stał się „trillionaire’m” przez trzymanie pieniędzy w gotówce, tylko poprzez udziały w spółkach — m.in. Tesla (NASDAQ: TSLA), SpaceX (NASDAQ: SPCX) oraz inne projekty powiązane z dużymi trendami wzrostu w gospodarce.

W podobnym duchu wskazuje się, że do korzystania z tego mechanizmu nie trzeba zakładać kolejnej Tesli ani SpaceX. Sama giełda daje dostęp do własności w wielu dużych przedsiębiorstwach — od firm technologicznych i energetycznych po spółki z sektora dóbr konsumpcyjnych oraz wypłacających dywidendy „blue chipów”. Podkreśla się też, że inwestorzy nie muszą szukać jednego „kolejnego zwycięzcy”.

W tym kontekście przywołuje się stanowisko Warrena Buffetta, który od lat argumentuje, że większość osób powinna rozważyć tani fundusz indeksowy zamiast prób wybierania pojedynczych spółek. Buffett mówił, że „w mojej ocenie dla większości ludzi najlepsze, co mogą zrobić, to posiadać fundusz indeksowy S&P 500”. Taki wybór ma dawać ekspozycję na 500 największych amerykańskich firm z różnych branż i zapewniać natychmiastową dywersyfikację bez konieczności stałego śledzenia rynku.

Jak „zasiać” inwestycyjne ziarno

Zwraca się uwagę na łatwość dostępu do inwestowania poprzez aplikacje automatyzujące regularne wpłaty. Przykładem ma być Acorns — narzędzie, które inwestuje „drobne” uzyskane z zaokrąglania wydatków do pełnych dolarów i wkładania różnicy do portfela opartego na funduszach. W opisie pojawia się możliwość wejścia na rynek poprzez ETF-y śledzące S&P 500 już od 5 USD, a także deklarowana premia 20 USD przy rejestracji.

Dla osób preferujących pojedyncze akcje wskazuje się też narzędzia analityczne, w tym Moby, które — jak podawano — ma obejmować blisko 400 typowań akcji i dostarczać opracowania ułatwiające wybór. Wskazywana jest też przewaga rekomendacji nad S&P 500 o „niemal 12%” średnio w ujęciu statystycznym oraz prosty charakter raportów, które mają być zrozumiałe dla początkujących.

Złoto jako klasyczna „bezpieczna przystań”

Na koniec podkreśla się, że nie każdy element portfela musi być powiązany z zyskami firm. W roli zabezpieczenia i ograniczania skutków inflacji wskazuje się złoto, uzasadniając, że nie jest ono drukowane w nieograniczonych ilościach przez banki centralne. Ma nie być przywiązane do konkretnego kraju, waluty ani gospodarki, a w okresach niepewności inwestorzy często kierują do niego kapitał.

W rozmowie z CNBC Ray Dalio, założyciel największego na świecie funduszu hedgingowego, mówił, że ludzie zwykle nie mają w portfelu „odpowiedniej” ilości złota i że „kiedy nadchodzą złe czasy, złoto jest bardzo skutecznym narzędziem dywersyfikacji”. Pojawia się też prognoza szefa JPMorgan — Jamie’ego Dimona — który stwierdził, że w tym środowisku złoto może „z łatwością” wzrosnąć do 10 000 USD za uncję. Wskazuje się również, że w ciągu ostatnich pięciu lat złoto wzrosło o około 143%, gdy inflacja nadal osłabiała siłę nabywczą dolara.

Jako jeden ze sposobów inwestowania w złoto wymienia się złote IRA, które mają umożliwiać posiadanie fizycznego złota lub aktywów powiązanych ze złotem w ramach konta emerytalnego, łącząc korzyści podatkowe z ochronnym charakterem inwestycji w kruszec. W opisie pojawia się podmiot Goldco, przy minimalnym zakupie 10 000 USD, z deklarowaną bezpłatną wysyłką oraz możliwością dopasowania do 10% wartości kwalifikujących się zakupów w formie bezpłatnego srebra.

Źródło: finance.yahoo.com

Uwaga: Treść ma charakter wyłącznie informacyjny i NIE stanowi rekomendacji inwestycyjnej. Opracowanie redakcyjne na podstawie materiału źródłowego — jak powstają nasze newsy.
Udostępnij:X / TwitterLinkedInFacebook

▸ Komentarze (0)

Komentarze pojawiają się od razu. Nick + treść — bez konta, bez emaila.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.