SpaceX debiutuje na giełdzie pod tickerem SPCX. Główne zyski ma dziś z Wi‑Fi, a reszta jest dużym zakładem
SpaceX wejdzie na rynek w piątek pod tickerem SPCX po cenie 135 USD za akcję. Od poniedziałku ma ruszyć handel opcjami, a pierwsze minuty notowań mogą być nerwowe, bo animatorzy rynku ustalają rynkową „cenę odkrycia” popytu i podaży.
Choć wokół debiutu widać dużo emocji, kluczowe dla inwestorów jest rozdzielenie tego, co spółka pokazuje w narracji, od tego, co faktycznie dziś przynosi pieniądze.
W IPO SpaceX przedstawia „platformę cywilizacyjnej skali” opartą o sztuczną inteligencję i wskazuje 28,5 bln USD łącznego rynku, jaki spółka może obsłużyć. Gdy jednak spojrzeć na wyniki i strukturę biznesu, widać, że dziś firma funkcjonuje głównie jako dostawca satelitarnego internetu — a część większych ambicji (w tym AI) jest dołożona do rachunku bardziej jako projekt rozwojowy niż udowodniona działalność.
Ujęcie rynku w prospekcie dzieli się na trzy obszary: 370 mld USD związane z usługami startowymi i bezpieczeństwem narodowym, 1,6 bln USD z łączności Starlink oraz 26,5 bln USD przypisane sztucznej inteligencji. Sztuczna inteligencja ma odpowiadać za 93% całej „szansy rynkowej” oferowanej inwestorom.
Tego podziału trudno bronić liczbami, jeśli porównuje się go do obecnych przychodów. Znacząca część — 22,7 bln USD — pochodzi z „aplikacji dla przedsiębiorstw”, czyli obszaru opisywanego jako rynek większy niż PKB każdego kraju na świecie poza Stanami Zjednoczonymi i Chinami. W praktyce oznacza to, że inwestorom pokazuje się ogromną przestrzeń, by uzasadniać wysoką wycenę w momencie, gdy większość realnej wartości jeszcze nie została dowieziona.
Istotna jest także logika wyceny opartej na „opowieści” o bardzo odległym wzroście: gdy rynek docelowy wielokrotnie przekracza dzisiejsze przychody, inwestor dostaje przede wszystkim historię o przyszłości, a nie raport o tym, co firma sprzedaje teraz.
SpaceX wygląda więc jak trzy przedsięwzięcia działające w trzech różnych horyzontach czasowych.
Po pierwsze: Starlink. To jedyny segment generujący dziś istotne zyski. W 2025 r. łączność przyniosła 11,4 mld USD przychodów, czyli 61% całości. Starlink ma 36% marży operacyjnej, działa w 164 krajach i ma 10,3 mln subskrybentów. Wygenerował też 4,4 mld USD zysku operacyjnego — i stanowi finansowe zaplecze dla całej grupy.
Po drugie: działalność kosmiczna. Usługi startowe dały w przybliżeniu 4 mld USD przychodów, czyli 21% całości. SpaceX utrzymuje pozycję lidera w globalnych startach na orbitę, a rakiety Falcon należą do najbardziej niezawodnych systemów, jakie powstały. Jednocześnie program Starship — stojący za większością planów na przyszły wzrost — pochłaniał około 3 mld USD rocznych wydatków na badania i rozwój, a mimo to nie dostarczył jeszcze ładunku orbitalnego.
Po trzecie: sztuczna inteligencja przez spółkę xAI. xAI wygenerowało w 2025 r. 3,2 mld USD przychodów, ale jednocześnie miało 6,4 mld USD straty operacyjnej. W tym roku może dojść do spalania gotówki nawet na poziomie 10 mld USD. Ten segment zużywa więcej gotówki, niż Starlink potrafi wytworzyć, a rynek wycenia go tak, jakby był już dobrze działającą, utrwaloną marką.
W ocenie funduszu Oraclum Capital wskazuje się też na estymacje Morningstara wartości godziwej na poziomie ok. 780 mld USD, czyli około 55% poniżej wyceny z IPO. W takim ujęciu Starlink powinien wyceniać się z premią, część działalności kosmicznej ma obiecujący potencjał, natomiast xAI pozostaje ryzykiem z punktu widzenia niszczenia wartości.
Mimo to pierwsze wrażenie z dnia debiutu nie musi wynikać z fundamentów — często decydują przepływy popytu.
W puli IPO popyt był bardzo mocny: banki inwestycyjne — w tym Goldman Sachs oraz konsorcjum 21 instytucji z udziałem m.in. Morgan Stanley, Bank of America i JPMorgan — miały przyciągnąć ponad 150 mld USD zleceń w relacji do oferty wartej 75 mld USD. Wskazuje się to jako ważny sygnał instytucjonalny.
W praktyce oznacza to, że część inwestorów liczy na handel powyżej 135 USD już w pierwszym tygodniu i chce dostać przydział wcześniej, zanim kurs zdąży odjechać.
Poza inwestorami instytucjonalnymi widać też popyt detaliczny. W przeciwieństwie do klasycznych IPO, osoby prywatne mają mieć możliwość kupienia akcji po tej samej cenie 135 USD przez duże domy maklerskie. Dużą rolę mogą tu grać ograniczona dostępność, rozpoznawalność marki i obawa przed przegapieniem wejścia na debiut.
Sama skala 75 mld USD podnosi jednak pytanie o źródło kapitału do obsługi podaży w kolejnych dniach, co może oznaczać okres presji podażowej na aktywach podążających w bardziej spekulacyjnych kierunkach. Jednocześnie rynek przygotowuje się na kolejne debiuty: jeśli w późniejszym okresie tego roku dojdą do skutku IPO takiego kalibru jak Anthropic i OpenAI, jesienią mogłoby trafić na rynek dodatkowe 150–195 mld USD nowej podaży kapitału w akcjach.
To nie sprawia jednak, że SpaceX staje się „tanie”. Raczej oznacza, że w krótkim terminie to, czy wycena ma sens, może nie mieć znaczenia dla kursu.
Przy niskim „free float” (relatywnie małej liczbie akcji dostępnych na rynku), wyprzedanym książce popytu instytucji oraz równoległym popycie detalicznym kupującym po tej samej cenie co duzi gracze, łatwo o ruch notowań wyraźnie powyżej 135 USD już na starcie. W takiej sytuacji — jak podkreśla się — liczy się przede wszystkim to, czy pojawi się jeszcze następny kupujący i czy będzie miał chęć kontynuować wzrost.
Dla inwestorów wybór strategii zależy od profilu ryzyka. Ci nastawieni na okazje mogą woleć wstrzymanie się, bo przy dużej dynamice i emocjach na otwarciu łatwo o gwałtowne wahnięcia. Z kolei osoby, które chcą handlować samym rozruchem, muszą liczyć się z tym, że rynek może ich „przeskakiwać” między ruchami.
Jednocześnie wieloletni inwestorzy dostają inne pytanie: jak zwykle w przypadku debiutów giełdowych, pierwsze tygodnie i wynik pierwszego roku często okazują się mniej istotne niż długoterminowe efekty złożonej stopy zwrotu. Z perspektywy takiego horyzontu wygrywają rzadziej ci, którzy trafili na komfortową cenę, a częściej ci, którzy widzą realny rozwój i potrafią go dowieźć w czasie.
Jeśli ktoś wierzy w wizję, w podejściu zaproponowanym przez Oraclum Capital zaleca się skromną alokację, zakup i trzymanie — bez skupiania się na codziennych hałasach kursowych. Kiedy przepływy popytu biorą górę, wycena może przestać być najważniejsza — przynajmniej na początku.
Źródło: finance.yahoo.com
▸ Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/pierwsza — daj znać co myślisz.